To nie jest kłamstwo. To sposób na przetrwanie. Bo przecież nie da się każdego dnia tłumaczyć, że coś boli, że brakuje siły, że nic nie cieszy tak jak kiedyś. Więc uczysz się grać — delikatnie, uprzejmie, z pozoru spokojnie. A po cichu toniesz w zmęczeniu, którego nikt nie widzi.
Dusza też potrafi się zmęczyć. Nie od pracy, nie od obowiązków, ale od bycia silną. Od tłumienia łez, od udawania, że się nie boi, od próby trzymania wszystkiego w ryzach. Czasem to zmęczenie przychodzi nagle — w środku rozmowy, uśmiechu, dnia. Czasem trwa tygodniami i wiesz, że nic nie jest „nie tak”, a mimo to czujesz ciężar, który nie chce zejść z serca.
Niektórzy nazywają to smutkiem, inni wypaleniem. Ja myślę, że to po prostu dusza, która prosi o chwilę ciszy. O przerwę od ciągłego udawania, że wszystko ma sens.
Są momenty, kiedy nie chce się mówić, spotykać, odpowiadać. Chce się tylko być — w milczeniu, w spokoju, bez tłumaczeń. I może właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe leczenie: kiedy przestajemy grać, a pozwalamy sobie poczuć to, co boli.
Zmęczenie duszy nie jest słabością. To znak, że zbyt długo niosłaś więcej, niż powinnaś.
Czasem najodważniejszym uśmiechem jest ten, za którym wreszcie pozwalamy sobie odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz