Są słowa, które utknęły między sercem a ustami. „Tęsknię”. „Zostań”. „Przepraszam”. Proste, krótkie, a jednak tak ciężkie, że nie sposób ich unieść. Zostają w środku i z czasem zamieniają się w cichy ból — taki, który nosi się latami i którego nikt nie widzi.
Bo nie zawsze milczenie jest wyborem. Czasem to strach, że powiemy za dużo. Albo za późno. Czasem to duma, czasem bezsilność. A czasem po prostu brak słów, bo serce mówi innym językiem niż usta.
Najtrudniejsze są te chwile, które wracają po latach — w myślach, w snach, w piosenkach. Wracają, by przypomnieć, że coś zostało przerwane w połowie zdania. I choć świat idzie dalej, my wciąż słyszymy w głowie echo tamtego niewypowiedzianego „chciałabym”.
A może właśnie na tym polega życie — na tysiącach słów, które nigdy nie znalazły drogi na zewnątrz. Na czułościach, które zostały w oczach. Na uczuciach, które nie potrzebują dźwięku, by istnieć.
Niektóre słowa nie zostały wypowiedziane. Ale może właśnie dlatego wciąż w nas żyją. Bo milczenie też potrafi mówić — tylko trochę ciszej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz